Ręka, która cię karmi

Uwaga, poniższy tekst zawiera dużo pozytywnej energii ;) ... o swoim zaufanym rolniku pisze Renata Rusnak, autorka bloga "nie tylko o jedzeniu" renatarusnak.com

Czy sadzisz kabaczki, śliwy, czy krzaki winne, praca w polu, to praca w polu. zimno czy cie­pło, z obo­wiązku czy z wyboru, w znoju czy z przy­jem­no­ścią - twoja ręka dotyka ziemi. A kiedy już dotknie, coś spod tej ręki zawsze wyj­dzie. Co - zależy tylko od cie­bie i od ziemi, z którą się zwiążesz.

Mam takiego rol­nika eko­lo­gicz­nego, Adama Suska, któ­rego bar­dzo lubię i cenię za pozy­tywne nasta­wie­nie do świata i duże wspar­cie, jakiego nikomu (mnie przy­naj­mniej) nie szczę­dzi. Kie­dyś zaopa­try­wał moją knajpę i grupę moich klien­tów i przy­ja­ciół, któ­rzy chcieli jeść orga­nicz­nie. 3 czy 4 mie­siące po zamknię­ciu knajpy ogar­nięta istną roz­pa­czą, zadzwo­ni­łam do niego pra­wie szlo­cha­jąc w słu­chawkę: Adam, nie obcho­dzi mnie, czy Ci się opłaca czy nie opłaca jeź­dzić do krk, nie mam co jeść, źle się czuję, masz do mnie jeź­dzić do domu…

Nie­sa­mo­wi­cie bogate w smaku śliwki od Adama ze szczyptą nie­ra­fi­no­wa­nego cukru trzci­no­wego, lekko ugo­to­wane. 

 

Bar­dzo przy­jem­nie głę­boka rów­no­waga mię­dzy słod­kim i kwa­śnym, maślana nie­mal konsystencja.

Adam przy­jeż­dżał i nawet mu się to opła­cało, bo znowu kilka moich przy­ja­ció­łek brało jego jedze­nie. Potem zaczął się sezon, Adam zasu­wał w polu i w han­dlu, poja­wił się targ pie­trusz­kowy i znowu ze 4 miesiące nie jadłam jego pro­duk­tów. Teraz jest jesień, czas na prze­twory, zadzwo­ni­łam znowu, tro­chę jak zdrajca pie­trusz­kowy.

– Adam, potrzebne mi te cudne pomi­dory, co rok temu robi­łam i jedli­śmy je do wszyst­kiego…

– Nie ma sprawy - rzekł jed­na­kowo wesoły i pełen ener­gii, jak­by­śmy się dopiero co wczo­raj widzieli.

– A to wrzuć mi jesz­cze śliwki, jabłka te dobre, jajka i sałatę…

Ano wrzu­cił. I ummm… zoba­czy­łam te jajka, tę sałatę, te pomi­dory, te jabłka i te śliwki i zro­zu­mia­łam, jak BARDZO za nimi tęsk­ni­łam… Bo co? Bo można jeść pyszne pomi­dory i pyszną sałatę i pyszne jabłka, ale jed­nak coś jest w ręce czło­wieka, który je upra­wia. Coś ten czło­wiek wkłada w swoje jedze­nie, w swoją pracę, nawet w to, jak trak­tuje pro­dukty, jak je układa w skrzyn­kach, jak prze­cho­wuje, jak transportuje.

Sezon na pomi­dory — kroję drobno, duszę ze świeżą bazy­lią i szczyptą nie­oczysz­czo­nej soli mor­skiej, wekuję w wypa­rzo­nych sło­ikach. Zimą cudne pod zupy, sosy, pasty i wszystko inne…

Adam był gór­ni­kiem. Prze­pra­co­wał wiele lat w kopalni i, jak mówi, przy zdro­wych zmy­słach trzy­mało go tylko jedno marze­nie - skoń­czy, wyj­dzie na słońce, kupi zie­mię i zosta­nie rol­ni­kiem. Adam ma uzdra­wia­jący dotyk; leczył ludzi jako bio­ener­go­te­ra­peuta. Teraz - wiem to - leczy ich jedze­niem. Czuję za każ­dym razem, jak po dłuż­szej prze­rwie przy­cho­dzi ze swo­imi kapu­stami, sała­tami, ogór­kami, czy nawet kurami, rośnie we mnie na ich widok taka czy­sta, orga­niczna, cie­le­sna bło­gość. Wszystko się we mnie śmieje na widok tego, co przy­nosi. Nie wyobra­ża­cie sobie tej pie­czy, z jaką cho­wam każdą roślinę do lodówki, jak sta­ran­nie je ukła­dam i pakuję, by się nie pognio­tły, nie psuły, nie mar­no­wały… I z jaką rado­ścią je potem wsuwam.

Bo Adam kocha to, co robi. Podob­nie jak kilka innych osób, które coś swo­jego hodują/pielęgnują i przy­wożą to na targ pie­trusz­kowy czy nie­kiedy na zwy­kłe hale tar­gowe. Jak parę osób w gastro­no­mii, jak artyści-winiarze, jak nie­któ­rzy mali pro­du­cenci, jak małe palar­nie kawy.

Wszystko musi wyni­kać z miło­ści i z pasji. Nie może być bez­duszne, bez­pł­ciowe, pozba­wione tro­ski, jak to obra­biane maszy­nami, lane che­mią i nawrzu­cane w wiel­kich sto­sach jedze­nie z hiper­mar­ke­tów. Nasze jedze­nie żyje i daje nam swoje życie, swoją ener­gię w pre­zen­cie. Dobrze, jak mamy tego świa­do­mość i uważ­nie wybie­ramy to co jemy, bo to nas prze­cież buduje, z tego czer­piemy naszą siłę i pozy­tywną wibrację. 

Gud ener­dżija, sister, jak to mawia jeden zapa­lony winiarz, gud enerdżija…

 

PS od lokalnazywnosc.pl: na http://renatarusnak.com/ znajdziecie więcej na temat lokalnych specjałów i ludzi, którzy się nimi zajmują. Namiary na p. Suska: woj. małopolskie, tel. 602 797 313