Skąd ryba na obiad?

Ostatnio sporo rozgłosu w mediach zyskał poradnik "Jaka ryba na obiad?" wydany przez międzynarodową organizację ekologiczną WWF. Poradnik zachęca do kupowania i spożywania "właściwych" gatunków ryb, czyli (wg WWF) tych niezagrożonych wyginięciem. Dostrzegam w poradniku nieco większą troskę o zagrożone gatunki ryb niż o gatunek ludzki, ale do rzeczy.

Na zieloną listę gatunków polecanych, weszły m.in. dorsze bałtyckie, flądry, karpie, łososie pacyficzne, makrele, szczupaki, szproty. Z kolei na czerwoną listę gatunków zagrożonych wyginięciem trafiły ryby, których wg. WWF nie należy kupować m.in. łosoś bałtycki, halibut atlantycki, sola, węgorz i karmazyn. Oprócz tego przygotowano żółtą listę ryb, których spożycie należy ograniczyć (m.in. łososia hodowlanego), ponieważ ich połowy lub hodowla szkodzą środowisku.
 
Eksperci WWF nie określili statusu pangi. W poradniku piszą: "Hodowla w trakcie zmian - na drodze do certyfikacji. Dzięki wdrażaniu szeregu rozwiązań technicznych hodowle pangi stają się z roku na rok mniej szkodliwe dla środowiska." W artykule, w Rzeczpospolitej pt. "Jaka ryba na obiad? Nie zagrożona!" można przeczytać, że eksperci WWF czekają na obiecaną w grudniu 2010 roku przez wietnamskich hodowców poprawę metody hodowli tego gatunku. Ciekawe czy się doczekają.
 
Troska o zachowanie gatunków i środowisko jest bardzo chwalebna, ale w poradniku zabrakło mi zwrócenia większej uwagi na złe praktyki masowej hodowli. Stosując się do zaleceń WWF, mając do wyboru łososia bałtyckiego (czerwona lista) i hodowlanego (żółta lista), powinienem wybrać hodowlanego. Czy to ekologiczne wybierać pokarm gorszej jakości?
 
Jak koszmarnie może wyglądać tuczenie ryb hodowlanych świadczą przykłady wietnamskich hodowli pangi albo norweskich hodowli łososia (większość łososia na naszym rynku pochodzi właśnie z tamtejszych farm). Ludzie cieszą się, że jedzą rybę, bo to zdrowo, a bywa, że nie ma się z czego cieszyć:
"Włoscy naukowcy po zbadaniu filetów z pangi oznajmili, że nie zawierają one prawie wcale kwasów tłuszczowych omega-3, za które dietetycy najbardziej cenią ryby. Według nich, filet z pangi to jedynie białko, sól i woda. Gorzej, że nie tylko." - jeszcze są ścieki z Mekongu... więcej o hodowli pangi: wprost.pl: Rybka zwana pangą
"Naukowcy wyliczyli, że biorąc pod uwagę zawartość różnego rodzaju kancerogennych substancji, na łososia z norweskiej lub szkockiej farmy można sobie pozwolić jedynie do 3 razy w roku..." - więcej o hodowli łososia: czarnarzepa.pl: Łosoś dziki vs. łosoś z farmy
A o naszym karpiu eksperci WWF piszą: "Kupuj karpia bez obaw. W polskich sklepach znajdziesz tylko karpie hodowlane." Uff, co za ulga, nie dostanę karpia z naturalnego środowiska, więc nie zaburzę bioróżnorodności ekosystemu... żartowałem. Jednak wolę rybią "dziczyznę", która samodzielnie przetrwała w naturalnych warunkach, jadła naturalny pokarm i przeżyła bez leków.
 
Ryby z hodowli? Czemu nie. Ale od hodowcy, najlepiej małego i lokalnego, oczekuję łatwo dostępnej informacji co zrobiono, żeby warunki hodowli i karma były jak najbardziej zbliżone do naturalnych. Pierwsze pozytywne przykłady już widać, np. stowarzyszenie hodowców Pan Karp deklarujące, że "ryby z hodowli 'Pan Karp' pochodzą z najczystszych rejonów Polski, hodowane są zgodnie z ponad stuletnią tradycją i żywione tylko naturalnym pokarmem", albo gospodarstwo ekologiczne Agricola w Krępsku k. Piły, które ostatnio uzyskało "prawdopodobnie pierwszy certyfikat na ekologiczną akwakulturę w Polsce". Właściciel gospodarstwa tak wyjaśnia najważniejsze różnice pomiędzy ekologiczną a konwencjonalną akwakulturą (Biokurier.pl: Polskie eko ryby już na rynku):
"Podczas chowu bardzo dbamy o najwyższą jakość i czystość wody oraz podłoża, które ważne jest zwłaszcza w przypadku karpiowatych. Znaczenie ma także karma. Ekologiczny karp karmiony jest zbożami ekologicznymi, a pstrągi certyfikowaną karmą ekologiczną, którą ściągamy z Francji lub Szkocji, gdyż nie ma jeszcze polskich producentów. Ekologiczny chów ryb nie wiąże się z wykorzystywaniem środków chemicznych i profilaktycznym stosowaniem antybiotyków. Dbamy także o dobrostan ryb. W akwakulturze ekologicznej na metr sześcienny przypada znacznie mniej ryb niż w akwakulturze konwencjonalnej.
Zatem, jak rodzime pstrągi z eko hodowli, to tylko na francuskiej karmie. Brzmi to trochę szaleńczo (pstrągi w Polsce hoduje się od dawna), ale najwyraźniej musi to jeszcze trochę potrwać zanim sami się nauczymy.
 

Sebastian Kmiecik (więcej o Nas)

zapraszamy do publikowania na blogu lokalnazywnosc.pl!

 

Komentarze

Portret użytkownika sebastian

ciekawe: "To może lepiej zjeść rybę ze stawu hodowlanego? Bynajmniej. Owszem najsmaczniejsze są ryby ze stawów o małym natężeniu działalności rolniczej, w których ryby spożywają pokarm występujący w ich naturalnym środowisku. Niestety, dziś na hodowlanej mapie Polski takich miejsc jest niewiele. Znacznie więcej hodowli stosuje pokarm mieszany (naturalny plus pasze roślinno-zwierzęce)." http://srodowisko.ekologia.pl/ochrona-srodowiska/Niezdrowe-ryby-Jakie-ry...

Portret użytkownika Michal

Nigdy nie jadłem smaczniejszych ryb niż te złowione przeze mnie w mazurskich rzekach czy jeziorach i mam na myśli szeroko dostępne gatunki takie jak płoć, leszcz, okoń, lin czy szczupak. Mam pewność że taka ryba jest świeża, dotarcie z wody na talerz zajmuje zwykle kolo godziny.